http://www.alinaorlicka.witryna.info/

 

 

motto: C.K. Norwid  - „Pielgrzym”

Nad stanami  jest i stanów – stan, jako wieża nad płaskie domy sterczące w chmury.

Wy myślicie, że i ja nie Pan, dlatego że dom mój ruchomy, z wielbłądziej skóry.

Przecież ja - aż w nieba łonie trwam, gdy ono duszę mą porywa, jak piramidę!

Przecież i  ja – ziemi tyle mam, ile jej stopa ma pokrywa - dopókąd idę!...

 

Alina Orlicka

Anioł, Poeta i Wiatr / fragmenty sztuki/

Przemyślenia, które zawarłam w tej sztuce dedykuję z Miłością wszystkim zagubionym ludziom, by odnaleźli w sobie istotę Człowieczeństwa.


Akt I

(...)

Akt II

Odsłona 1:

(...)

Odsłona 2:

(...)

Odsłona 3: / Wiatr/


Wiatr: /do siebie/

-  Co to jest Miłość?- pytał Wiatr,

goniąc przez pola, w ramiona Drzew,

które go oplatały, chcąc go zatrzymać wyłącznie dla siebie,

by im służył. Lecz on ciągle słyszał w sobie głos:

„To nie ta!... Ta nią będzie, gdy upoi cię jej słodki śpiew!...”

Drzewa szumiały, gdy wzburzał ich listowie,

chwiały gałęziami, czyniąc go swym królem.

- Nie kocham was – mówił - choć tak myślicie.

Rozdaję siebie, choć żądza miesza się z pogardą, samotnością, bólem…

Potrzebny jestem wam, by was rozsiewać,

a wasze owoce kołysać do snu…

przysiąść na obłoku, by was nie paliło Słońce, przywołać Deszcz,

Czy nie widzicie, że  od wysiłku już brak mi tchu?

A wy, co dajecie mi w zamian? Nic.

Zapamiętałe w pragnieniu samolubnym,

zaspakajacie swoje żywotne siły.

Ta wasza miłość do mnie jest dla mnie czymś zgubnym!

bo ledwie nasycicie swe lędźwia, już kwiecie się z was sypie…

dojrzały owoc też was opuszcza. Którejkolwiek się nie przyjrzeć: Gruszy czy Lipie -

nagością zimową żadna mnie nie rozpali, ani mnie nie zwabi,

bo wasza sezonowość, to jak… wypalona puszcza, albo rechot żabi!

To wy swoim samolubstwem nauczyłyście mnie Egoizmu,

a „miłość” moja do was to pomyłka, która na zawsze zostanie we mnie szpecącą blizną.

 

Odsłona 4, 5, 6, 7...

( ... )


Akt III


Prolog: / Anioł /


Anioł:

W nocy rozmawiałam z Bogiem:

- Czemu mi go powierzyłeś, Panie?

On kpi ze mnie, mówi piękne słowa,

a ja wiem, że kłamie.

Gdy ja cokolwiek mówię,

zagląda mi bacznie w oczy. Jak podejrzliwe zwierzę

upewnia się: ,,Oszukiwałem, zdradzałem -

dlatego nikomu nie wierzę.

Aż ci zazdroszczę, że mnie spotkałaś!

Jestem - przechwala się - piękny, jak ty - wyjątkowa!"

Ja milczę.

- Panie, rozsadza go Pycha, nie jak ja, miłująca żona!

,,Jestem nieśmiertelny", wynosi się,

jak hardy anioł wyrzucony za twego nieba próg...

- Nie on, a ty, Miłość, jesteś wieczna. Dlatego cię zesłałem.

Rozkochaj go w sobie - odrzekł uśmiechnięty Bóg.

 

Odsłona1: / Anioł, Wiatr /

 

Anioł:

Wyprosiłam ci tę kromkę chleba u samego nieba…

Gdy będziesz głodny, oddam ci i swoją…

O jedno tylko cię proszę: weź serce, oszczędź duszę moją.

Wiatr:

Nie chcę, nie trzeba! Twojej Dobroci, ni duszy ni serca, wracaj do nieba!

Poradzę sobie sam.

Znam wiele sztuczek, którymi zbałamucę, że będzie jadła z ręki – którą zechcę z dam.

A choćby i nie dama,co zechcę, da mi sama, bo wielki jestem pan!...

Nie chcę twojej łaski, nie chcę jałmużny,

bo wtedy czuję, że jestem  – a nie chcę – w czymś ci dłużny.

Anioł:

Co ty, pleciesz, Wietrze! Ja nie daję, lecz tym, co mam się dzielę -

daję dużo, choć sama mam nie tak wiele…

Wiatr:

Chciałabyś więcej i więcej? To tak jak ja… W czym się różnimy?

Anioł:

Jesteśmy podobni. Oboje uskrzydleni. Nic nie rozumiesz!

Dzielenie się jest darem, jest otrzymywaniem:

im więcej daję, tym więcej mam. Tak możesz również i ty!...

Wiatr:

Widzisz tylko moje dobre strony, a ja jestem ten zły, zły!

Anioł:

Skoro to wiesz, sprawę z tego sobie zdajesz –

to oznacza, że złym już być przestajesz!

Wiatr:

Jestem nie – wiatrem, a wichrem, zawieruchą,

tornadem, huraganem. Mam w sobie niszczycielską siłę

i to, co najpierw z wielkim trudem buduję -

potem burzę. z rozmysłem rujnuję: znajomość, przyjaźń, miłość.

Anioł:

Wiem to, wiem. Tyle razy już  o tym mi  mówiłeś.

Szpanujesz tym i straszysz, choć ja się ciebie nic a nic nie boję.

Raczej widzę, że szczęśliwy nigdy nie byłeś –

choć szukałeś, po drodze to Szczęście gdzieś zgubiłeś.

Wiatr:

Skąd to wiesz, Aniele?

Anioł:

Tak czuję. Pokonaj w sobie wewnętrzny spór.

Niech staną się nieważne twe ograniczenia:

są wyimaginowane w chaosie samotności.

Wiesz co zrób, Wietrze? Dziel się sobą, wzrastaj do wielkości!

Wielkość tkwi w tobie, łagodnie się uśmiecha, zachęca…

Wiatr:

… jak ty.

Anioł:

…leczy w sercu zadry. Czerp ze źródła mojej Obecności.

Wiatr:

…bo jesteś Aniołem w swojej świetlistości. Ja tak nie umiem.

Może nie chcę. Może boję się jeszcze…

Anioł:

Ty, Wiatr, się boisz? Ty, który masz w sobie piękno nieposkromionej Natury?

Ty, który, kiedy chcesz i gdzie chcesz, przemierzasz przestrzeń?

Zawiadujesz ziemią, oceanem rządzisz i powietrzem?

Nie oceniaj siebie źle. Och, odbądź tę podróż, lecz inaczej!

bo w głąb siebie. Sprawdzając, czy jak szalejesz, nikt przez ciebie nie płacze.

Wiatr:

Mówili mi o tym inni:  mówił Deszcz, mówiła Rosa…

Lubiłem ich łzy, myślałem: „To tęsknota - czują się z tym dobrze".

Byłem z siebie dumny,   że  ja to sprawiłem - by nie psuć wrażenia – szybko uciekałem,

by nie czuć przesytu - oddalałem się, znikałem. zadowolony z siebie, że wzbudzam  Miłość...

Anioł:

…nasycony  Próżnością. I ty to, Wietrze, nazywasz Miłością?

Miłość jest czymś innym: jest Obecnością!

Już wiem,  czemu się boisz: ty się boisz, że… zyskasz!

choć myślisz, że jak uciekasz – to nic nie tracisz.

Wiatr:

Jest tak: gdy przycicham, to się boję, że nie oddycham,

że przestaję  istnieć i czuć, dlatego zrywam się

gdzieś gonię - byleby nie stać!... Nawet gdy śpię –

budzę się co chwila, bo myślę, że bezruch,

to śmierć. Wolę śnić na jawie.

Dlatego, Aniele, wybacz, dłużej nie zabawię…

/ Wiatr znika i słychać tylko z oddali jego głos/

Chcesz mnie znać, to musisz, jak inni, mnie szukać i na mnie czekać!...

Anioł: /do siebie/

Co do mnie… to ja cię nie gonię, więc przestań uciekać!

 

Odsłona 2: /Anioł, Bóg/


Anioł:

Proszę, jeszcze nie teraz!

byś go wystawiał na próbę - on nie jest gotowy!

On się zmieni, już się zmienił, czy nie widzisz, Panie?

Jeśli mi przeszkodzisz, on się załamie…

Nie wystawiaj na próbę, on słaby jeszcze,

Ty daj mu czas, jak ja daję swą siłę –

o to się przecież do ciebie co noc tak żarliwie modliłam…

Bóg:

On cię skrzywdzi, nieczyste ma zamiary.

Przeszłości, którą zna – przywołuje mary.

On zdradzi, już zdradza. Patrząc prosto w oczy – kłamie!

Fałszywymi zwodzi cię słowy…

Anioł:

Panie, zaczekaj, on jeszcze nie jest gotowy…

Bóg:

Co najlepszego zrobiłaś, Aniele?!

Anioł:

Wszystko, co dobre: przysięgłam mu miłość w twoim kościele.

Uczyłeś mnie miłości, kazałeś kochać – kocham. Nie umiem inaczej.

Bóg:

Skoro kochasz, Aniele, to dlaczego płaczesz?

Anioł:

Bo… kocham, miłuję, lecz jego miłości do mnie nie czuję - uczę go tej miłości…

Sam mi go zesłałeś, by go moje skrzydła niosły,

zanim nie zobaczę, że nowe mu odrosły.

Zaczęły odrastać… dlatego proszę: jeszcze nie teraz!

On nie jest gotowy, byś go wystawiał na próbę!

On się zmieni, już się zmienił czy nie widzisz, Panie?

jeśli mi przeszkodzisz, on się załamie!...

On przysiągł  mi miłość w twoim kościele,

a ty mnie pytasz: co zrobiłaś, Aniele?

Nic...

Widziałeś to, Panie. Kto, jak nie ty?

Obmyłam go tylko w twojej chrzcielnicy, a że była pusta…

wylałam do niej wcześniej

wszystkie moje łzy.

Bóg:

Co zrobisz, Aniele, jeśli cię zostawi?

Anioł:

Przebaczę…  I poproszę, byś mu błogosławił.

 

Odsłona 3: /Anioł/


Anioł: /Anioł zostaje sama, mówi do siebie/

Zniknąłeś, Wietrze…

„Chcesz mnie znać, to musisz, jak inni, na mnie czekać!...”,

tak powiedziałeś. Zrobię inaczej i na tym będzie polegała ta zmiana i ta nauka:

sam wrócisz, Wietrze. Wróć, ja tu będę. To nie ja ciebie, a ty zacznij mnie szukać

bo w przeciwieństwie do ciebie, ja stoję, choć wiruję jak Ziemia,

jak drzewo wrośnięte korzeniami sycę się życiem,

a jednocześnie fruwam, jak ptak… nauczę cię tego!…

Lubisz się kreować, Wietrze: na złego, na dobrego,

w zależności od kaprysu swojego zdajesz się na los,

na przypadek. Podejmujesz wyzwania, lecz… jesteś tylko Wiatrem,

nie Ziemią, nie Wodospadem, nie Słońcem,  Księżycem, ale jednym z nas.

Choć podejmujesz wyzwania skrajne - na inne przyszedł czas.

Masz się, za Bóg wie kogo, a tak naprawdę – nie dbasz o nikogo!

Stąd twoja Samotność, a ucieczka, twój charakterystyczny znak - ją przywołuje,

Chcesz z nią być? Udawać, że kochasz, choć Miłości do niej nie czujesz?

Tyle razy, choć z kimś byłeś - szykowałeś sobie drogę do odwrotu:

wystarczył byle pretekst, prawdziwy lub wmówiony,

a już zostawiałeś same: kochanki, dzieci, żony…

To dlatego u ciebie, Wietrze, nic się nie zmienia,

bo tak się zachowujesz, jakbyś nie miał sumienia!...

Zawsze brałeś, nie dawałeś – w tym tkwi sedno:

zadając ból rozstania – krzywdziłeś.

A gdy ktoś cierpiał – tobie było wszystko jedno.

 

Odsłona 4: / Wiatr/


Wiatr: / sam, do siebie /

Nie wiesz, ale ja wiem, co moją głowę zaprząta:

jestem bezdomny Wiatr… Nigdzie nie  posiadam stałego kąta.

Mogę być wszędzie, gdzie chcę…   ma to swoje wady i zalety –

wszędzie bywam tylko,  ale nie ustatkuję się nigdzie niestety...

Niechciany czy chciany… zaglądam przez szczeliny do każdych wnętrz,

ale w środku nich  - nikt mnie nie chce, chyba że ogień,

gdy zawyję w kominie, dając cug.

Nieraz się zastanawiam, po co mnie, Wiatr, stworzył Bóg?...

Chyba że za gońca, co po polach lata...

Chyba że za posłańca - od początku do końca świata.

Skazany na samotność, bezdzietność, bezżenność:

pustka to moje życie. Siła lub bezsilność - to moja codzienność.

Zmuszony do kontrastów, zatracam się w skrajności

uczuć - od nienawiści, poprzez obojętność - do miłości.

Lubię siebie i nienawidzę w tej charakteryzacji

i kostiumie: rycerza lub klauna - dla rozrywki i atrakcji.

Ale gdzie - ja jestem? Ja, ten ja, prawdziwy?

Czy mam serce, jestem umarły, czy żywy?

Czy mam duszę? A może jestem tylko duchem,

skuty afektywności dwubiegunowej łańcuchem?

Nie wiem. Chcę wiedzieć i nie chcę jednocześnie:

wolę śnić na jawie, a żyć tylko we śnie. / Wiatr zasypia /


Odsłona 4, 5, 6, 7, 8

(...)

 

Odsłona 9: / Wiatr, Bóg /

(...)

Wiatr: / Wieczór. Wiatr przysiadł na szczycie góry, siedzi zamyślony, spoglądając na rozciągające się poniżej światła wielkiego miasta. Mówi do siebie /

Straciłem skrzydła, nie umiem latać… a może tylko nie chcę?

Gdy nie chcę - zawsze znajdę wymówkę. / zżyma się, niemal krzyczy na  siebie/

Och,  co znowu wymyśliłeś, Wietrze?

Jaką maskę dziś na twarz swą przywdziejesz?

Ze skrajności w skrajność popadasz?

Spodobała ci się, jak widzę,  ta zabawa?

Kim to jeszcze nie byłeś, powiedz:

może królem, któremu znudził  się dostatek, stabilizacja?

Czy mieszczuchem, który poczuł  przesyt dobrobytu, który niesie cywilizacja?

A może w pieczarze  chcesz żyć,  niczym odludek?

Może  wybrałeś los kloszarda wśród szczurów i  ziomków

w cuchnącym rynsztoku nocując, brudny, wśród wymiocin,

na śniadanie będąc częstowany wyzwiskiem: „Łazęga bezzębny,

menel z podbitym okiem, żałosny śmieć -

natarczywie na piwo żebrzący o dwa złote?…"

A może lekkoduch, co za nic ma wstyd i zażenowanie,

gdy za jakieś długi, rozróby  ląduje w pace,

a potem z głupawą miną powraca, jak gdyby nigdy nic,

nie  zważając, że ktoś się martwił  i nad jego losem płacze?

W każdym z przypadków – ma dobre samopoczucie,

lekceważąc dobre rady, życzliwość - bo on najlepiej wie!...

i zaślepiony w bezdennej głupocie i arogancji  - coraz to bardziej brnie.

By cię obłaskawić ma gotowe piękne słowa, którym jego czyny zadają kłam –

Ratujcie się ucieczką kobiety, dziewczyny, bo choć bywa uroczy - to prostak i cham.

 

/ pojawia się Bóg, mówi do Wiatru /

Bóg:

Kimkolwiek jesteś, Wędrowcze:

królem, kapłanem, żołnierzem czy żebrakiem –

do ciebie mówię: dbaj o ciało, serce i duszę,

byś nie stał się życiowym wrakiem!

A jeśli się  już tak stało –

miej Siłę i zdobądź się na Odwagę,

by z dna czeluści zła powstać

odzyskując  i dbając o Równowagę.

Tę Równowagę, mój boski atrybut,

którym się podzieliłem, Człowiecze,  z tobą,

byś był szczęśliwy i Szczęściem się chlubił,

dzielił - jako  twoją największą ozdobą.

Mówisz: „By zdołać dorównać Tobie  -

zbyt krótkie  przed sobą mam życie,

by móc skosztować wszystkiego,

mieć prawo wyboru, błędu i… działać należycie.

Ty wieczność masz przed Sobą,

a ja ,,ciało mdłe", jak Sam to określiłeś.

Nie możesz  ode mnie żądać nic ponad to,

czego sam, Panie, nie zrobiłeś!

Nie miałeś dzieci, ani rodziny,

choć z Nieba na Ziemię, ponoć - zstąpiłeś

i za nas, dla nas swoje Boskie życie

w ciele Człowieka poświęciłeś".

Mówisz: ,,ja nie umiem, jak Ty, czynić cudów:

rozmnażać pokarm, przemieniać wodę w wino,

rozsuwać ocean i chodzić po morzu, a chciałbym,

by to, że nie jestem doskonały - nie było tylko moją winą!..."

Zanim cię stworzyłem, Ziemię i świat, który widzisz - byłem Sam.

Ty masz rzecz cenniejszą, którą stwarzając ci dałem:

masz Mnie, Anioła, Ziemię i Wszechświat -

Ja tego, zanim to stworzyłem - nie miałem.

Kreowałem Wszechświat drogą prób i błędów:

badałem, co jest dobre, a co złe.

Każdej cząstce materii oddawałem Siebie.

W każdej cząstce energii  - rozpoznasz Mnie!...

Jakkolwiek Mnie nie nazwiesz - tak, czy inaczej - to bez znaczenia.

Kocham cię i ty staraj się Mnie kochać -

to nas łączy: ciebie i Mnie - dla chwały Istnienia!...

(...)

Odsłona 10: / Anioł, Wiatr/


Wiatr: /pojawia się, mówi do Anioła /

… szukałaś mnie?

Anioł:

Nie szukałam, nie. Ale cieszę się, że cię widzę.

Wiatr:

Zniknąłem niespodzianie i tego się wstydzę.

Tęskniłem, chcę oddychać tobą, nie wzbraniaj, Aniele!

Patrz, odrosły mi skrzydła, o które tak dbałaś,

chcę podziękować, uczyniłaś dla mnie naprawdę tak wiele…

Anioł:

Nie dziękuj, tylko istniej, żyj, zaakceptuj siebie w swych zaletach  i wadach,

pomnażaj Radość, dziel się Obecnością.

A co do dziękowania – to ja ci dziękuję, bo chociaż odpływasz,

to powracasz do  mnie

jak fala… w oceanie życia, by stawać się Jednością.

Wiatr:

Jestem tak zmęczony… Trwoniłem czas.

Anioł:

I  tak i nie. Doświadczałeś życia metodą prób.

Ale teraz wtul się we mnie, będę cię trzymać za rękę –

i by cię ukołysać, zaśpiewam piosenkę

o Kropelce Wiatru, która słodko śpi

unosząc się nad ogrodem… Śnij i ty.

 

Prawa autorskie,intelektualne i majątkowe Aliny Orlickiej  w zakresie pomysłu, tekstu i ilustracji - zastrzeżone.© Autorka nie wyraża zgody na kopiowanie całości i fragmentów, przeróbek, plagiatu w celach komercyjnych i prywatnych, rozpowszechniania i publikacji  - bez jej wiedzy i zgody.©


Polityka prywatności: Informuję, że korzystam z tego serwisu jedynie prywatnie, to znaczy:  zamieszczam na tej witrynie tylko autobiografię ( w znaczeniu encyklopedycznym ) i swoje utwory poetyckie  - pro publico bono, zastrzegając jednak respektowanie moich praw autorskich, zakazu kopiowania i wykorzystywania tych utworów w celach komercyjnych, przetwarzania w całości lub we fragmentach, publikowania, odtwarzania i plagiatu. Informuję, że nie kontaktuję się przez formularz kontaktowy ani w inny sposób z uzytkownikami tego serwisu i tym samym nie zbieram żadnych danych osobowych odwiedzających tę stronę.